Rozmowy o prawie

Znaki drogowe z kaczką, jeżem lub wiewiórką. Co o tym myślicie.

TVN 24 donosi o tym, że burmistrz podwarszawskiej Podkowy Leśnej ustawia na drogach znaki wykraczające poza katalog wskazany w Rozporządzeniu Ministrów Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych. Są to znaki informujące o możliwości pojawienia się na drodze wiewiórek, jeży, czy kaczek. Idea słuszna co do zasady ochrony zwierząt, niekoniecznie zgodna z prawem, które jednoznacznie określa katalog znaków, które obowiązują kierowców.

Znaki drogowe są bardzo istotnym elementem systemowym procesu zapewnienia bezpieczeństwa ruchu drogowego. Oczywiście, najważniejszy jest kierowca, bo to od jego zachowania zależy to, czy stwarza na drodze niebezpieczeństwo, czy też jego zachowanie można uznać za bezpieczne. Nie mniej, znaki drogowe wskazujące na to jak należy się zachowywać w konkretnym miejscu na drodze są nie mniej ważne. To od ich jednoznaczności, logicznego ustawienia zależy zachowanie kierowców. Znaki nie powinny wprowadzać w błąd, nasuwać wątpliwości. Znaki drogowe nie powinny rozpraszać.

Kilka miesięcy temu NIK przeprowadził kontrolę oznakowania dróg publicznych. Stwierdził w niej, że zarządzający drogami mają poważne problemy z realizacją swoich obowiązków, które jasno określają przepisy prawa. Oznakowanie jest nielogiczne, utrudniające podejmowanie szybkich i prawidłowych decyzji, często jest ustawione w sposób wadliwy, utrudniający zauważenie znaku. W raporcie zwrócono też uwagę na problem stosowania na drogach oznakowania nieformalnego.

Oczywiście, znak z kaczką nie wpływa na zasadnicze decyzje kierowców. Oczywiście z niestosowania się do takiego znaku nic złego nie wyniknie. Wpływ na bezpieczeństwo ruchu drogowego jest znikomy lub żaden. Problem w tym, że zgoda na stosowanie tego typu znaków jest w gruncie rzeczy niebezpiecznym precedensem, który pozwala innym zarządcom na stosowanie znaków typu strefa skrzyżowań równorzędnych mimo, że pojęcie takie nie istnieje w prawie, a jednocześnie prawo nakazuje oznakowanie ulic w miejscowościach, co w strefach jest niestety zaniedbane, a wręcz dochodzi do likwidacji oznakowania.

Brak oczywistości informacji na drodze dotyka mnie prawie każdego dnia. Moja ulica znajduje się na obszarze oznaczonym nieformalnym znakiem "strefa skrzyżowań równorzędnych". Można powiedzieć, że w zasadzie każdy przypadek wyjazdu na główną (choć równorzędną) ulicę w sytuacji, gdy od lewej nadjeżdża auto kończy się moim hamowaniem, by przepuścić dla własnego bezpieczeństwa kierowcę, który nie mając wskazówek, że po prawej ma małą uliczkę, której nie widać zza węgła i żywopłotu, wymusza pierwszeństwo.

Tak było i dziś. Hamowałam, bo ktoś zapomniał, że jest w strefie skrzyżowań równorzędnych. Hamowałam, bo zarządcy dróg nie myślą o wskazywaniu tego, czego kierowca powinien się spodziewać na drodze, a trwonią czas na produkowanie znaków z kaczkami i jeżami. Robią to tak, jak gdyby nie było znaku A-30 (Inne niebezpieczeństwo), do którego można dodać tabliczkę informującą, że niebezpieczeństwo dotyczy jeży, kaczek lub wiewiórek. Drogowcy, opamiętajcie się!

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk