Rozmowy o prawie

Zawsze, gdy zrobię sobie wolne w piątek, dzwoni mój ulubiony klient.

Znamy się od kilku lat. Pan "X" przyszedł do mnie z polecenia. Pierwsze nasze spotkanie było kurtuazyjne. Porozmawialiśmy o niczym, a na końcu usłyszałam, że może powinnam przyjąć tak na wszelki wypadek zaliczkę na obsługę jego spraw. Jako, że przez dwadzieścia lat byłam prokuratorem, nie zdziwiłam się, bo rozumiałam, że pan "X" może robić w takiej branży, w której zdarzają się zatrzymania. 

Po pierwszym spotkaniu długo nie trzeba było czekać. Kilka tygodni po spotkaniu, gdy właśnie mijałam Babi Dół w drodze na grzyby zadzwonił dyżurny jednego z komisariatów i powiedział, że siedzi u nich na dołku pan "X", który prosi o moją obecność przy czynnościach.

Mniejsza o tematykę kolejnych spotkań i charakter pomocy. Ważniejsze jest to, że gdy robię sobie wcześniejsze wolne w piątek, to zawsze myślę, czy mój ulubiony klient zadzwoni. Często dzwoni.

Dziś byłam na grzybach, bo nic nie trzymało mnie w mieście. Ze względu na lichą pogodę postanowiliśmy nie zostawać na wsi i wróciliśmy do miasta. Ledwo minęliśmy tablicę z napisem Gdańsk, zadzwonił telefon. Kto mógł dzwonić? Pan "X". Mąż oprawia grzyby, a ja jadę na spotkanie z moim ulubionym piątkowym klientem.