Rozmowy o prawie

Wyroku sądu nie komentuję, ale za to nie mogę przejść spokojnie obok komentarzy w sieci.

Wyroki sądowe są takie, jakie są. Z zasady nie komentuję ich w gronie znajomych, a na dyskusję pozwalam sobie wyłącznie wśród osób posiadających przygotowanie zawodowe pozwalające ocenić każdy z elementów poddawanych ocenie sądu.
Tak będzie i tym razem. Nie skomentuję publicznie wyroku w sprawie protestu, jaki przy okazji demonstracji alternatywnych środowisk urządziła grupa osób, która jak twierdzi wyznaje tradycyjne wartości w zakresie rodziny. Głównymi sprawcami tej demonstracji, a co za tym idzie, tymi, którzy trafili przed oblicze sądu była rodzina gdańskiej radnej PiS Anny Kołakowskiej. Jeżeli nie pamiętacie, chodzi o sprawę, po której szef MSW nakazał czynności w stosunku do policjantów interweniujących w trakcie zdarzeń. Pamiętamy, że po wewnętrznym dochodzeniu nie doszło do potwierdzenia stosowania brutalnej siły wobec protestujących.
Skomentować jednak warto i należy komentarze, które pojawiły się przy materiale opublikowanym na trójmiejskim portalu internetowym. Takiej ilości hejtu dawno nie widziałam. Obrażanie do kwadratu. Wszystkich i wszystkiego. Samych bohaterów zdarzeń, sądów, władz miasta, wyznawców określonego światopoglądu religijnego, wyznawców różnych partii i opcji politycznych.

Pomijam to, w jak złym kierunku brniemy jako społeczeństwo, jak bardzo się skłóciliśmy, chcę zwrócić uwagę na to, co wielu umyka. Wpis komentarza oznacza pozostawienie śladu. Po tym śladzie policja bez problemu dotrze do tego, kto hasła do nienawiści, do agresji szerzy. Może to zrobić z własnej inicjatywy, może to zrobić na wniosek kogoś, kto się poczuje urażony takimi opiniami. Napisz, ale zanim klikniesz enter przy przycisku akceptującym treść, zastanów się jeszcze kilka razy nad tym, czy rzeczywiście chcesz powiedzieć to, co napisałeś.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk