Rozmowy o prawie

Wczoraj wieczorem słyszałam quady. Dziś widziałam ślady po ich aktywności w lesie.

Mieszkam w Gdańsku, ale weekendy spędzamy w domku na wsi. Mieszkamy na swego rodzaju odludziu. Osiedle składa się raptem z kilkunastu domków. Kiedyś było tu spokojnie. Kiedy jednak ceny sprawiły, że quady stały się co raz bardziej dostępne, skończył się spokój. Droga na naszym osiedlu, a jest tylko jedna, degradowana jest sukcesywnie przez miłośników szybkiej jazdy maszynami o dużej zwrotności i sile. Pomstowaliśmy na to, bo na zakrętach drogi powstały głębokie dziury utrudniające przejazd samochodem osobowym, ale to, co zobaczyłam w lesie przerosło moje najśmielsze oczekiwania. W stosunku do jesieni, kedy byłam w lesie po raz ostatni, las wygląda fatalnie. I nie chodzi wcale o drogi, którymi poruszają się pojazdy leśne, bo te wbrew pozorom pozostają w podobym stanie od kilku lat, ale o wszelkie łączniki między tymi drogami i ścieżki na tyle szerokie, że użytkownik quada nie wybije sobie oczu. Wygląda na to, że kierowcy quadów przenieśli się z sztucznie usypanego toru za znaną w regionie restauracją rybną do lasu. Nie ma dla nich znaczenia ani to że hałas przeszkadza mieszkańcom domów stojących na krawędzi lasu, ani to, że dewastowane są lasy państwowe, ani to, że wszyscy, którzy w tym lesie wypoczywali spacerując brodzą w tej chwili w błocie.

Niezależnie od szkód dokonanych przez użytkowników quadów udało mi się nazbierać kosz grzybów, więc per saldo jestem zadowolona ze spaceru. Mam jednak nadzieję, że albo użytkownicy quadów wrócą na swój tor znajdujący się w okolicy, albo służbie leśnej uda się w jakiś sposób ograniczyć niszczenie lasu. Może i tu zostanie założony monitoring, który pozwoli wskazać sprawców dewastacji.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk