Rozmowy o prawie

Wakacyjne ABC. Dziś litera "U". Jak uporczywe zakłócanie ciszy nocnej zbyt głośnym biesiadowaniem.

Kodeks cywilny jasno stanowi, że:

Art. 144. Właściciel nieruchomości powinien przy wykonywaniu swego prawa powstrzymywać się od działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych. 

Dźwięki głośnej muzyki dochodzące zza lasu do godzin zbliżonych do świtu są chyba dowodem na to, że w któejś z sąsiednich wsi odbywało się wesele. Jest wesele, jest zabawa, jest głośno. To jest w stanie zrozumieć.

Gorzej jednak z tym, czego doświadczałam siedząc przy ognisku. Nie chodzi o nocne odgłosy lasu i pobliskich łąk, ale o grilla, który odbywał się kilkaset metrów od naszego domku. Grubo po północy, jak w greckim amfiteatrze słyszeliśmy każde słowo wymawiane przez wesołych panów. Dopóki siedzieliśmy przy ognisku, przeszkadzało to wsłuchiwać się w ogień, ale gdy położyliśmy się spać przy uchylonych oknach, to dyskusja na temat je... twardych steków, i śmierdzącej capem baraniny stała się nie do zniesienia. Gdy do tego doszedł dźwięk jazgotliwej muzyki puszczanej w jadącym przez wieś aucie, irytacja sięgnęła zenitu. Trzeba było zamknąć okno, by jakoś dać radę zasnąć.

Umysł prawnika, który nie może spać, bo sąsiedzi zachowują się ponad przeciętną miarę, to maszyna do analiz. Zamiast liczyć barany, prawnik zaczyna zastanawiać się nad tym, z jakiego kodeksu zaatakować intruzów. Zastanawia się i dochodzi do wniosku, że w zasadzie cisza nocna jest niedookreslona, a możliwości dowodowe tak znikome, że w zasadzie żadne. Szczególnie w warunkach wsi odległej od najbliższego komisariatu dobrych 10 kilometrów.

Dobrze, że żurawie zaczęły się wydzierać później niż zwykle i mogłam odespać rano prawne analizy.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk