Rozmowy o prawie

W końcu ktoś przywalił w tablicę kierującą. Tak musiał się skończyć pomysł na zamknięcie pasa.

Jestem wielkim fanem drogowców i ich rozwiązań.

Na jednym ze skrzyżowan kluczowych dla ruchu w Gdańsku nie pomyślano, by wykonać pas wyłączający dla prawoskrętu. Nie zrobiono tego mimo, że w prawo skręca tu bardzo wiele osób. Zrobiono za to skręt w lewo przez pas wyłączający, choć w lewo skręca tu niewiele osób.

Analiza korków, które powstawały na skrzyżowaniu sprawiła, że drogowcy postanowili działać. Kilka miesięcy temu wymalowali nowe oznakowanie wskazujące, że prawy pas służy tylko do skrętu w prawo. Na skrzyżowaniu, w miejscu, gdzie normalnie jeździło się prosto ustawili zaś wąską tablicę kierującą. Tablicę zbliżoną do wzoru tablicy U-6d, która używana jest do oznaczenia zwężonej szerokości jezdni lub skrajni w tunelach. Tablica U-6d ustawiana jest po prawej stronie jezdni.   

Dlaczego nie zastosowano standardowej tablicy prowadzącej U-3a lub U-3c. Tablice takie stosuje się w celu uprzedzenia kierujących pojazdami o zbliżaniu się do miejsca, w którym konieczna będzie zmiana kierunku jazdy na szczególnie niebezpiecznych łukach poziomych i na skrzyżowaniach. Gdyby do tego postawiono jeszcze znak C-1 nakazujący jazdę w prawo, to na pewno byłoby bezpiecznie. Nie zrobiono tego jednak. Postawiono wąską tablicę kierującą.

Tablica jest mała, znaki poziome dawno są nieczytelne i można mieć wrażenie, że feralnym pasem można jechać również prosto. Można było się spierać, kiedy dojdzie tu do wypadku.

Około 2 tygodnie temu tablica została naruszona po raz pierwszy. Skręcona lekko w bok przestała być dobrze widoczna. Mimo, że w pobliżu jeżdżą patrole policyjne i strażnicy miejscy, nikt nie naprawił oznakowania. Dziś rano zobaczyłam, że ktoś uderzył w tablicę. Nie wiem, czy był to pijany uczestnik zabawy andrzejkowej, czy niczemu nie winien kierowca, którego zmyliło oznakowanie poziome i pojechał prosto.

Szkoda, że skrzyżowania projektowana są tak mało funkcjonalnie, że nie ma potrzebnych pasów do skrętu. Szkoda, że drogowcy stosują znaki dość swobodnie, ale jednocześnie wpadli na pomysł ograniczenie ich ilości, czym się chwalą. Mam nadzieję, że ktoś zarządzający drogami pójdzie po rozum do głowy i zmieni formę oznakowania, by samo oznakowanie nie stanowiło zagrożenia dla kierujących.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk