Rozmowy o prawie

W dobie terroryzmu pewnych żartów lepiej nie robić.

Święta są czasem wesołych zabaw i spotkań w gronie rodziny i przyjaciół. Tak było i w jednej z miejscowości województwa mazowieckiego, gdzie w odbywałą się w niedzielę zakrapiana alkoholem świąteczna biesiada. W jej trakcie, jedna z 21 osób, a może więcej, może był to zbiorowy pomysł wpadła na pomysł zainicjowania telefonem alarmu bombowego na lotnisku w Modlinie.

Plan żartu został zrealizowany z żelazną konsekwencją. Ktoś wyszukał numer, ktoś wybrał cyfy na klawiaturze, a następnie przekazał wiadomość, że w godzinach wieczornych na lotnisu zdetonowana będzie bomba. 

Służby potraktował wiadomość całkiem serio, ale biorąc pod uwagę doniesienia medialne tylko z zeszłego tygodnia, trudno się dziwić. W końcu, za sprawą terrorystów,  na świecie doszło do kilku wybuchów. Uruchomiono procedury przewidziane na wypadek takiego alarmu. Ewakuowano pasażerów, ściągnięto służby, namierzono numer telefonu. Geolokalizacja okazała się na tyle skuteczna, że w krótkim stosunkowo czasie biesiadników odwiedzili policjanci.

Towarzystwo okazało się wyjątkowo solidarne, nie chciało ujawnić sprawcy, więc prokurator dyżurny z Nowego Dworu Mazowieckiego zdecydował się na zatrzymanie wszystkich 21 osób. Będą przesłuchiwane w miarę trzeźwienia. Śledczy będą starali się ustalić tożsamość osoby, która była autorem "żartu".

Nie ma co się dziwić reakcji służb. Doświadczenia innych krajów każą traktować zagrożenie bardzo poważnie. Bezpieczeństwo pasażerów jest najważniejsze. Nawet, jeżeli wydawać się może, że to żart, konieczne jest sprawdzenie budynku.

Po ustaleniu sprawcy alarmu będzie mniej śmiesznie. Za spowodowanie alarmu grozi bowiem do 8 lat więzienia, a także zobowiązanie do pokrycia kosztów akcji ewakuacyjnej. Dodatkowo należy się spodziewać roszczeń linii lotniczych.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk