Rozmowy o prawie

Trójkołowce pod lupą policji.

Słucham właśnie wywiadu z kołobrzeskim policjantem. Temat dotyczy problemu korzystania z trójkołowców elektrycznych. Chodzi przede wszystkim o zagrożenia, jakie wynikają z tego, że jest to pojazd z napędem pozwalającym osiągać znaczne prędkości, które stają się groźne z racji użytkowania trójkołowców na ścieżkach rowerowych i chodnikach.

Okazuje się, że policja od dłuższego czasu prowadzi czynności w sprawie i mimo, że właściciel wypożyczalni powołuje się na certyfikat produktu, który uznaje go za wózek inwalidzki, poprosiła biegłych o opinię. Opinia okazała się na tyle jednoznaczna, że skierowano już wnioski o ukaranie do sądu w stosunku do właściciela wypożyczalni, a wielu użytkowników zostało ukaranych mandatami.

Jak wynika z opinii, trójkołowiec jest de facto motorowerem i jako taki pojazd podlega rygorom określonym w ustawie Prawo o ruchu drogowym. Oznacza to, że nie powinien poruszać się po ścieżkach rowerowych, a tym bardziej chodnikach. Oznacza to też, że właściwym dla ruchu trójkołowca jest ulica z zastrzeżeniem konieczności rejestracji pojazdu i posiadania odpowiedniego wyposażenia ( w tym kasku ochronnego dla kierującego), a także wykupienie ubezpieczenia. 

Słusznie powiedział policjant, że nie chodzi o odebranie ludziom szansy na wesołe spędzenie czasu, ale o bezpieczeństwo dla samych kierujących trójkołowcami, ale i osób znajdujących się wzdłuż trasy ich jazdy. Co to znaczy? A no to, że szaleństwa na trójkołowcach można dopuścić na obszarze wydzielonym, czymś na kształt toru dla gokartów.

Podsumowując chcę powiedzieć, że przy korzystaniu z tego typu rozrywek zawsze należy pamiętać o możliwości poniesienia konsekwencji użytkowania pojazdu. To, że pozornie trójkołowiec wydaje się zabawką, nie oznacza, że w przypadku doprowadzenia przez kierującego do wypadku dojdzie do zupełnie niezabawnych konsekwencji prawnych.