Rozmowy o prawie

To nie wina kierowców, a urzędników odpowiedzialnych za znaki!

Gdański magistrat chwali się tym, że wprowadził w nocy oznakowanie zakazujące ruchu ciężarówek na odcinku ulicy Hallera od budynku opery do wiaduktu kolejowego. Z entuzjazmem wypowiadają się na ten temat i media elektroniczne i wielu internautów. Wiele jest głosów krytykujących kierowców pojazdów ciężarowych, które utknęły pod wiaduktem.

Oczywiście, co do zasady potwierdzam, że dobrze się stało, że ustawiono oznakowanie, które ma głęboki sens i uzasadnienie zwłaszcza, że przepisy dotyczące warunków ustanawiania znaków drogowych wskazują na to, że dojazdy do tuneli (tu mamy przejazd pod wiaduktem, czyli swego rodzaju tunel) powinny być traktowane jako miejsca szczególnie niebezpieczne, ale nie byłabym sobą, gdym nie zwróciła uwagi na to, że przypadki zaklinowania ciężarówek w tym krytycznie niskim miejscu, a co za tym idzie koszty związane z usuwaniem zaklinowanego pojazdu i ewentualnej naprawy trakcji tramwajowej, niestety obciążają moralnie urzędników.

Oznakowanie drogi, o którym czytałam jest elementem organizacji ruchu, której projekt zatwierdza organ, który zarządza ruchem na ulicy Hallera. Zgodnie z art. 10 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym (Dz. U. z 2005 r. Nr 108, poz. 908, z późn. zm. jest to Prezydent Miasta Gdańska, który zarządzanie drogami powierzył wyspecjalizowanej jednostce.

Przywołać należy też przepis § 3 ust. 2 rozporządzenia ministra infrastruktury z dnia 23 września 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków zarządzania ruchem na drogach oraz wykonywania nadzoru nad tym zarządzaniem (Dz. U. Nr 177, poz. 1729), którego wynika, że na barkach organu sprawującego nadzór nad zarządzaniem ruchem spoczywa odpowiedzialność za prawidłową ocenę organizacji ruchu drogowego i to nie tylko w zakresie zgodności z obowiązującymi przepisami prawa, ale i w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Przepisy rozporządzenia stanowią też, iż organ zarządzający ruchem zatwierdza złożone projekty organizacji ruchu na tej drodze. Czyli to, jak zorganizowany będzie ruch zależy właśnie od zarządcy. Czyli idąc dalej, można uznać, że odpowiedzialność za dopuszczenie ruchu samochodów ciężarowych o wysokości większej niż światło przejazdu pod wiaduktem kolejowym odpowiada zarządca, który zatwierdził organizację ruchu bez znaku ograniczającego wjazd pojazdów o krytycznych w tym miejscu gabarytach. Czy wynikało to z braku wiedzy i doświadczenia, czy braku refleksji, trudno powiedzieć. Ważne, że stan ten trwał przez lata.

Nie ma co ukrywać, to zarządzający ruchem mając za cel bezpieczną organizację ruchu drogowego, w chwili zatwierdzania projektu organizacji ruchu, powinien uwzględnić lokalne potrzeby i uwarunkowania i na podstawie ich analizy podjąć decyzję o zastosowaniu na drodze odpowiednich znaków drogowych. Wszak to w zakresie kompetencji organu zarządzającego ruchem na drogach pozostaje ostateczna ocena, czy zastosowanie w konkretnym miejscu takiego lub innego znaku drogowego jest niezbędne i czy brak takiego oznakowania może w hipotetycznych sytuacjach doprowadzić do wystąpienia zagrożeń dla bezpieczeństwa na drodze. Analizując przedłożoną dokumentację projektową, zarządzający drogą ma nie tylko prawo, ale i obowiązek potwierdzenia prawidłowości i zasadności stosowania znaków drogowych w zakresie uwzględnionym projekcie. Nie powinno się jednak poprzestawać na eliminowanie oznakowania, co ostatnio bardzo popularne w Gdańsku, które, zostało uznane za zbędne, ale również dodawanie oznakowania, które uwzględni sytuacje, które choć sporadycznie, ale mogą się zdarzyć. Zdarzenie polegające na tym, że kierowca wielkiej ciężarówki, który nie zna Gdańska skręci w ulicę, którą zamyka wiadukt, pod którym auto ciężarowe nie przejedzie nie jest mitem. To fakt. Takie zdarzenia mogą mieć miejsce każdego dnia.

Przepisy § 12 ust. 5 cytowanego rozporządzenia, organ zarządzający ruchem powinien prowadzić okresowe kontrole prawidłowości zastosowania i stanu znaków drogowych oraz ich zgodności z zatwierdzoną organizacją ruchu. Moim zdaniem, gdyby kontrole takie wykonywano trochę rzetelniej, to już dawno organizacja ruchu uwzględniałaby fakt istnienia w ciągu tej ulicy nienormatywnie niskiego przejazdu pod wiaduktem. Oczywiście, każdy przypadek zaklinowania pojazdu pod mostem powinien być przyczynkiem do wprowadzenia zmian.

Oczywiście, każdy kierowca samochodu o wysokości powyżej 3,5 m powinien zapłacić mandat za wjazd pod wiadukt, który był oznakowany znakiem B 16 zakazujący wjazdu pojazdów o wysokości powyżej 3,5 metra, ale z drugiej strony trzeba brać pod uwagę to, że kierowca ciągnika z naczepą, który dostanie się w ten odcinek ulicy Hallera nie ma specjalnego wyjścia. Tam po prostu nie ma jak zawrócić, ulica przed wiaduktem nie daje szans na wyjazd, bo zestaw drogowy po prostu nie skręci. Bez zdezorganizowania ruchu, bez policjantów, którzy asekurować będą ciężarówkę, nie da się jej wycofać do najbliższego miejsca pozwalającego na zawrócenie.

Z ciekawością zobaczę nowe oznakowanie. Z komunikatu na stronie magistratu wynika, że w tym miejscu ma stać znak B-18 ograniczający wjazd pojazdów o całkowitej rzeczywistej masie powyżej 3,5 ton. Zastanawiam się nad tym, jaki związek ma waga z wysokością pojazdu. Logicznie żadnej, więc boję się, że brak znaku wskazującego ograniczenie wysokości sprawi, że sytuacje będą się powtarzać. Oczywiście, najlepszym rozwiązaniem byłoby ustawienie w tym miejscu wysięgnika z ruchomymi pasami określającymi skrajnię przejazdu. Takiego, jaki stoi po drugiej stronie wiaduktu.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk