Rozmowy o prawie

Strefy skrzyżowań równorzędnych podniosły zagrożenie na drogach, czy może zmniejszyły?

Art. 25. 1. Prawa o ruchu drogowym mówi wyraźnie, że osoba kierująca pojazdem, zbliżając się do skrzyżowania, jest obowiązana zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pojazdowi nadjeżdżającemu z prawej strony.

Z reguły, na terenach miejskich lub intensywnie zurbanizowanych terenach wiejskich, drogi były lub są oznakowane w sposób prawidłowy, wynikający z przepisów prawa. Użycie słów „z reguły” ma wielkie znacznie, bo oznacza, że od reguły są wyjątki. Wyjątki, co należy z przykrością odnotować, są niestety obecnie dość częstsze.

W źle rozumianym pędzie do poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego rozpętanym serią wypadków z udziałem nietrzeźwych kierowców, a szczególnie wypadkiem w Kamieniu Pomorskim, do głosu dochodzą ludzie, którzy za wszelką cenę chcą modyfikować reguły ruchu drogowego, które znamy od lat.

W związku z powyższym trendem, na drogach i ulicach pojawiły się znaki z informacją dla kierowców, że wjeżdżają w strefę skrzyżowań równorzędnych. Nader często ulice, które od niepamiętnych lat były głównymi ciągami komunikacyjnymi stają się równorzędne. Kierowcy przyzwyczajeni przez lata do określonej organizacji ruchu jeżdżą trochę na pamięć, trochę na logikę wskazującą, która droga jest główna, a trochę pomijając znak, którego nigdy na egzaminie na prawo jazdy nie widzieli. W efekcie dochodzi do groźnych sytuacji, w których pojazd jadący z prawej strony jest zagrożony przez pojazd nadjeżdżający do skrzyżowania z lewej.

Sytuacja taka zdarza mi się prawie każdego dnia. Bezpiecznie ze swojej ulicy wyjeżdżam wyłącznie wtedy, gdy na głównej drodze nikt nie jedzie. Jeżeli jedzie, to z reguły wymusza pierwszeństwo. Oczywiście łamie przepis wspomniany na wstępie. Ale, czy nie przyczynili się do tego zarządzający drogami miejskimi, którzy w sposób nie do końca zgodny z przepisami stosują oznakowanie i wprowadzają strefy skrzyżowań równorzędnych, których definicji nie można odszukać w prawie o ruchu drogowym.

Uważajcie proszę. Jestem przekonana, że w przypadku zdarzenia policjanci nie będą brali pod uwagę nieprawidłowości, a popatrzą na oznakowanie, które choć niezbyt sensowne, jest dla nich najprostszą wskazówką. Czy zaś proces cywilny z prezydentem miasta, który zarządza drogami jest komukolwiek potrzebny. Oczywiście, że nie.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk