Rozmowy o prawie

Słyszałam w mediach o ludziach robiących sobie zdjęcia w zniszczonych lasach. Mimo zakazu wstępu.

Jak daleko może posunąć się człowiek w swojej nieodpowiedzialności, by wracając z długiego weekendu nad morzem podjechać pod las, w którym od kilku dni pracują ludzie usuwający skutki kataklizmu? 
Bardzo daleko. Może zatarasować drogę i tak zwężoną przez leżące gałęzie, może ignorować zakaz wstępu do lasu wydany ze względu na zagrożeniem upadkiem połamanych drzew, ale i zapłonu olejków eterycznych wydzielanych przez leżące na ziemi gałęzie iglaste. Może podejść do pilarzy usuwających nadłamane drzewa, by zrobić lepsze zdjęcie. Może też zatarasować dojazd dla służb jadących do akcji ratunkowej, bo nie zdaje sobie sprawy z tego, że złamane drzewa tamują przepływ wody w rzekach, co grozi podtopieniami.
Za wszystkie te rzeczy grożą grzywny. Nie ma jednak kto ich wystawiać, bo wszyscy ludzie znający się na pracy w lesie, od nocy z piątku na sobotę intensywnie pracują nad usuwaniem skutków tragicznej wichury. To, że nie ma komu rozdawać mandatów, nie oznacza, że można lekceważyć zasady zachowania się w lesie.

Jako #adwokat, odpowiadałam dzisiaj na pytania telefoniczne osób, które mają swoje domki w rejonie zagrożenia. Jedna była w domku w lesie, a druga chciała jechać do takiego domu. Jednej i drugiej powiedziałam, że jeżeli na terenie nadleśnictw, w których są ich domki jest wprowadzony zakaz wstępu do lasu ze względu na nadzwyczajne zagrożenia, to żaden argument nie jest wytłumaczeniem dla pobytu w lesie osoby postronnej, a więc nie związanej ze Służbą Leśną.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk