Rozmowy o prawie

Raport NIK o gospodarowaniu odpadami. Prawo jest dobre, realizacja zła.

Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport w sprawie systemu gospodarowania odpadami komunalnymi. Z raportu wynika, że nowe regulacje nie rozwiązały problemu „dzikich wysypisk”, których przybywa zamiast ubywać, a dodatkowo, nie zostały obniżone koszty gospodarowaniu ze względu na to, że gminy nie mają metod rzetelnego szacowania ilości śmieci, które wytwarzają mieszkańcy i przedsiębiorcy, a więc asekuracyjnie wprowadzają wyższe opłaty. Za błędne uznano też praktyki rozliczania się z firmami odbierającymi śmieci ryczałtem, a nie zależnie od ilości wywożonych nieczystości.

Kontrola NIK wykazała, że gminy nie zrealizowały w pełni żadnego z celów znowelizowanej ustawy.

Problem, na który zwraca uwagę NIK dotyczy również i mnie, mieszkańca małej ulicy w Gdańsku, ulicy sąsiadującej z zabudową komunalną. Nie ma w zasadzie tygodnia, by na zieleńcach sąsiadujących ze wspólnotami tych komunalnych budynków nie znalazły się kanapy, resztki z obiadu, stare sprzęty gospodarstwa domowego. Ostatnio jedna z tych wspólnot wykonała nowy chodnik z kostki. Stare płyty wyrzuciła na miejski trawnik pod nos tym z domków. Oni nie widzą, a tamci są bogaci, więc niech sobie sprzątną.

Od wielu lat walczymy o porządek na naszej ulicy. Kontaktujemy się ze strażą miejską. Jest to walka z wiatrakami, bo w odpowiedzi często przychodzi pismo wskazujące na to, że nie stwierdzono nieprawidłowości. Bo za nieprawidłowość nie uznaje się utrzymywanie składowiska odpadów na trawniku, mimo, że przepisy o utrzymaniu porządku i czystości w gminach mówią, że podłoże ma uniemożliwić skażenie gruntu. Równie słaby jest poziom egzekwowania od zarządcy trawnika, czyli miasta, porządku. W efekcie śmieci potrafią leżeć miesiącami, a gruz z budowy ulicy leży już 10 lat. No, ale jak służba miejska ma karać i przymuszać miasto?

Mamy, więc problem nie tylko społeczeństwa, które wybiera las, czy rów przydrożny, a nie przedsiębiorstwo komunalne, ale również problem systemu, który nie funkcjonuje prawidłowo. Gminy miały zorganizować system, a więc między innymi dopilnować to, by ustanowiono właściwą, odpowiednią do potrzeb liczbę punktów gromadzenia odpadów stałych wykonanych zgodnie ze standardami.  Nie dość, że służby gminne w postaci strażników zajmują się napychaniem kasy gminnej z mandatów za parkowanie, fotoradary, to często zupełnie marginalnie zajmują się problemem gospodarki odpadami. Kiedy do tego dołożymy to, że miasta zawierając umowy z przedsiębiorcami miały egzekwować zapewnienie pojemników, a po dwóch latach na mojej ulicy nie zostały dostarczone właściwe pojemniki, to mamy skalę problemu. Prawo sobie, a życie sobie. Nie zmieni tego korekta prawa. Zmienić to może nakładanie kar na urzędników odpowiedzialnych za taki stan rzeczy.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk