Rozmowy o prawie

Proces mafii mieszkaniowej w Gdańsku. Czy ludzie czegoś się z niego nauczą?

Przeczytałam przed chwilą w wydaniu elektronicznym jednej z gazet, że do gdańskiego sądu trafił pierwszy akt oskarżenia w sprawie mafii mieszkaniowej.

"Za pożyczone w 2010 roku 50 tysięcy złotych musiałam najpierw oddać 75 tysięcy, później 95 tysięcy, a ostatecznie zastraszona podpisałam pokwitowanie na 200 tysięcy zł - mówiła „Dziennikowi Bałtyckiemu” w maju pani Monika (nazwisko do wiadomości redakcji), która opowiedziała, jak przez dług straciła na rzecz panów L."

Zwracam uwagę na fragment tej informacji mówiący, że pani Monika straciła pieniądze, bo podpisała pokwitowanie na 200.000 zł. To znamienne, że w kłopoty popadają często osoby, które podpisują coś, czego nawet nie czytają lub nie zastanawiają się nad konsekwencjami, a z jakiegoś sobie znanego powodu rezygnują z pożyczek zaciąganych w systemie bankowym.

Zadaję sobie pytanie o to, czy wymuszenie, zastraszenie zostało zgłoszone natychmiast, czy też w chwili, gdy trzeba było opuszczać mieszkanie, które stanowiło zabezpieczenie pożyczki. Oczywiście żal mi takich ludzi, ale nie mogę zrozumieć ich sposobu działania. Nie korzystają z pomocy prawnika, nie zasięgają opinii adwokata, tylko podpisują umowy, których za pewne nawet nie zrozumiały, a na pewno nie są z góry ocenić skutków problemów z rozliczeniami.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk