Rozmowy o prawie

Po niedzieli spędzonej nad jeziorem mam wnioski płynące z lektury raportu NIK.

Pisałam wcześniej o negatywnych wnioskach kontrolerów NIK, któzy badali dostęp do publicznych jezior. Wyskazali oni między innymi na to, że zarządcy nie korzystają ze swojego prawa do inwentaryzacji i kontroli stanu linii brzegowej jezior pozostajcych w ich zarządzie, a także nader często tolerują samowole budowlane i zawłaszczanie obszarów, które niepokryte są wodą, ale ewidencyjnie stanowią działkę jeziorną.

Rejonowy Zarząd Gospodarki Wodnej w Gdańsku ma na swoim obszarze działania 1.334 jezior, ale w okresie, któy badał NIK przeprowadzono raptem 315 kontroli jezior, co stanowi nieco ponad 23,5%. 77 kontroli wiązało się z weryfikacją przestrzegania zakazu grodzenia dostępu do wód publicznych. O tym, jak skuteczne były to kontrole niech świadczy to, że kontrolerzy NIK badali tylko trzy jeziora, a stwierdzili 11 miejsc niedozwolonego grodzenia, które uniemożliwiało przejście wzdłuż linii brzegu. 
Jednocześnie inpsektorzy NIK stwierdzili na gruntach Skarbu Państwa aż 55 przypadków samowoli budowlanej, z czego 24 to różnego rodzaju urządzenia wodne (pomosty), które wybudowano bez stosownych pozwoleń wodnoprawnych. Bezumownie wykorzystuje się 0,5377 hektara gruntów Skarbu Państwa.

Wyniki są fatalne zarówno w kontekście działalności RZGW, ale i w kontekście działania nadzoru budowlanego. Inspektorzy zdają się niewidzieć oczywistych przypadków samowoli, bo jeden z nich wskazany w raporcie jest rzeczywiście kuriozalnie oczywisty i wielki. Gdzie zaś byli urzędnicy, którzy w imieniu starotów podpisywali decyzje o pozwoleniu na budowę? Czy tak, jak to zwykle tłumaczą poprzestali na badaniu formalnej kompletności projektu i wniosku, a nie zwrócili uwagi na to, że ze względu na specyfikę urządzenia wodnego należy sprawdzić, czy w komplecie dokumentów znajdują się stosowne pozwolenia wodnoprawne. 

Wiadomo, że powiatowi inspektorzy nadzoru budowlanego odstępują od kontroli obowiązkowych małych obiektów w terenach wiejskich, ale na pewno nie robią tego w przypadku sporych ośrodków wypoczynkowych. Dlaczego nie zauważyli tego, co NIK opisuje w raporcie:
Skrajnym przykładem jest jedno z jezior w województwie pomorskim, nad brzegiem którego działa ośrodek szkoleniowo-rekreacyjny. Na potrzeby ośrodka bezumownie zagospodarowano tam grunty Skarbu Państwa o powierzchni blisko 1,5 tys. m2. Bez wymaganych pozwoleń wyremontowano stojące tam budynki - bar i hangar na łodzie, a nad samym brzegiem wzniesiono dwa pomosty i slip do wyciągania łodzi.

Wnioski NIK można przeczytać w raporcie. Ja ze swej strony mogę powiedzieć, że jak zwykle problem leży po stronie człowieka, który ma zajmować się wykonywaniem swojej roboty, obowiązków tak, by było to zgodne z prawem i oczekiwaniami zlecających zadanie. Jeżeli urzędnik nie ma w sobie poczucia obowiązkowości, a rzetelność nie jest cechą wyniesioną z domu, to będzie się czepiał promilom odstępstw kąta nachylenia dachu (miałam taki przypadek), ale nie zauważy pomostu wybudowanego na jednym z najpiękniejszych jezior. Oczywiście pomost jest bardzo potrzebny, wykonano go estetycznie i starannie, co sama widziałam pływając po tym jeziorze w sierpniu zeszłego roku, ale dlaczego wszystko musi się odbywać z naciąganiem prawa jak starej gumy od majtek. W tym przypadku, po kontroli NIK guma pękła.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk