Rozmowy o prawie

Ofiary żartów kontaktują się ze Strażą Miejską. Nie jest im do śmiechu. Dostali info o zaległym mandacie.

W reklamie tej aplikacji napisano „BĘDZIESZ PŁAKAŁ ZE ŚMIECHU ROBIĄC KAWAŁY TELEFONICZNE RODZINIE I ZNAJOMYM”. Sądząc po komunikacie gdańskiej Straży Miejskiej wielu osobom wcale nie jest do śmiechu, a strażnicy tracą czas na niepotrzebne czynności weryfikacji zgłoszeń. Problem wynika z tego, że jednym z "żartów" jest informacja o ukaraniu odbiorcy informacji mandatem.

Od trzech dni gdańska Straż Miejska odnotowuje wzrastającą liczbę połączeń zdezorientowanych mieszkańców miasta, którzy otrzymali wiadomość z "automatu" lub syntezatora mowy wskazującą na konieczność zapłacenia zaległości za nałożoną wcześniej karę. Zamiast zajmować się przyjmowaniem realnych zgłoszeń, dyżurni muszą sprawdzać, czy rzeczywiście na osobę dzwoniącą nie nałożono jakiegoś mandatu, choć trzeba powiedzieć, że jest to mało prawdopodobne, bo przecież kto, jak kto, ale strażnicy gminni powinni stosować procedury, a te nie przewidują takiego kanału komunikacji z osobami naruszającymi przepisy prawa w zakresie, którym zajmuje się straż gminna.  Strażnicy wysyłają urzędową korespondencję pocztą i to listem poleconym, więc nie należy podporządkowywać się wskazówkom zawartym w takim głosowym komunikacie. Nawet, gdyby, czego jak myślę można się spodziewać, bo jesteśmy narodem kreatywnym, w komunikacie znalazła się jakaś realna kwota i numer konta. Obawiam się, że niektórym osobom skłonnym do wyłudzania pieniędzy taka metoda może przyjść do głowy.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk