Rozmowy o prawie

​Nie daj się bankom. Nie tylko przy kredycie w frankach. Masz prawo do poważnego traktowania.

Nasza aktywność, tempo życia, ruch na drogach, wszystko może sprawić, że któregoś dnia nasze życie zostanie przerwane nagłym zdarzeniem zdrowotnym. Dobrze, gdy da się to wyleczyć i po długiej rekonwalescencji wracamy do zdrowia. Gorzej, gdy w efekcie braku szczęścia lądujemy pod kroplówką, monitorami, a następnie w hospicjum bez większej świadomości.

Mam taki przypadek. Szwagier mojego kolegi ze studiów doświadczył tego nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, że w tej chwili jest pod kontrolą urządzeń i lekarzy. Nie jest w stanie decydować o swoim losie, bo leży bez świadomości. Kolega poprosił o pomoc w poprowadzeniu spraw związanych z ubezwłasnowolnieniem i odzyskaniem dostępu do pieniędzy na kontach. Pechowe dla tej rodziny było to, że pomocy nie mogła udzielić siostra kolegi, bo zmarła po długiej chorobie. Sprawą zajął się ktoś z rodziny.

Po kilku miesiącach doszliśmy do momentu, w którym ta osoba została wyznaczona przez sąd na doradcę tymczasowego. Aby ratować rodzinę człowiek ten ruszył do banku chcąc wypłacić pieniądze na bieżące potrzeby rodziny. Mimo, że postanowienie sądu dawało mu prawo do zarządzania majątkiem i reprezentacji interesów swojego krewnego, bank stwierdził, że ma swoje procedury i będzie wypłacać kwoty nie większe niż 3000 zł miesięcznie, mimo, że na koncie są środki znacznie większe, a sama terapia chorego wymaga kwoty z reguły większej niż to, co bank chce wypłacać.

Sprawa jest kuriozalna. Doradca tymczasowy ma tłumaczyć się przed sądem, a nie przed pracownikiem banku. Człowiek przyjechał do mnie wczoraj roztrzęsiony. Nie wiedział, co robić. Sporządziliśmy skargę do Komisji Nadzoru Finansowego. Myślę, mam nadzieję, że to pomoże.

Po powrocie do domu długo myślałam o całej sytuacji. Stwierdziłam, że w sytuacji, gdy z takimi działaniami banku mierzy się człowiek bez przygotowania prawnego, to może skończyć na pierwszej rozmowie z panią z okienka. Zrezygnuje. Będą klepali biedę, bo bank zablokuje im prawo do tego, do czego mają prawo.

Nie dajmy się bankom, prezesi noszą piękne garnitury, jeżdżą wielkimi autami ze skórzaną tapicerką kupionymi z prowizji od obrotów banku, którym zarządzają. Mamy prawo domagać się od nich empatii i wczuwania się w problemy klientów, wychodzenia naprzeciw ich potrzebom. Jeżeli nam tego prawa odmawiają, nie pochylajmy głowy. Walczmy o swoje.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk