Rozmowy o prawie

Na co mi takie ubezpieczenie?

Rok temu zawarłam umowę ubezpieczenia pojazdu samochodowego z pewną znaną firmą ubezpieczeniową. U schyłku okresu ubezpieczenia kamień wybity przez jadący przede mną pojazd zrobił głęboką wyrwę w przedniej szybie. Zgłosiłam ten fakt ubezpieczycielowi. Podałam, że ze względu na odcień szyb preferuję jedną z marek wskazywanych przez ubezpieczyciela, bo z doświadczenia płynącego z wymiany szyby w jednym z poprzednich aut wiem, że auto wygląda trochę, ja składak, gdy się zdecydujesz na szybę nie z tej samej fabryki, co reszta szyb. Po prostu odcień szkła jest inny.

Nie dość, że ubezpieczyciel kazał się skontaktować ze mną firmie, którą chyba preferuje, a której alternatywny odcień szyb już doświadczyłam, to jeszcze twierdzi, że wszystko jest w najlepszym porządku, bo mimo, że producent szyb, które są w moim aucie też jest partnerem ubezpieczyciela, to pan z infolinii powiedział mi, że wybór producenta szyby leży w kompetencjach ubezpieczyciela i nie musi on się liczyć ze zdaniem właściciela pojazdu, który może uznać pojazd z różnymi szybami za powypadkowy składak.  

Czy w tym kraju o wszystko trzeba walczyć? Czy w tym kraju we wszystkim trzeba szukać zależności, bo wygląda mi na to, że utrudnienia w likwidacji szkody przez obecnego w Polsce producenta oryginalnej szyby sugerują jakąś formę preferowania innego producenta szyb? Czy nie może być u nas normalnie? Po co mi ubezpieczenie, które z mojego auta robi składaka? Po co mi ubezpieczenie, które nie przywraca stanu wyjściowego przed zdarzeniem objętym ubezpieczeniem? Dlaczego ktoś uzurpuje sobie prawo do robienia składaków z aut ubezpieczonych w renomowanej firmie? Dlaczego teza, że szyba niezgodna ze standardem innych szyb obniża wartość auta wywołuje wyczuwalny w głosie ton ironii pracownika infolinii? Czy w każdej sprawie trzeba walczyć o swoje?

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk