Rozmowy o prawie

Może w końcu prokuratura weźmie się za urzędniczą swobodę w interpretacji prawa...

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku uznał, że zarządzenie Prezydenta Miasta Gdańska wskazujące prywatnego zarządcę szkoły podstawowej w Kokoszkach otwartej z wielką pompą dwa lata temu, wydano z naruszeniem prawa. 

Prowadzenie publicznej szkoły przez prywatną fundację nie spodobało się oświatowej "Solidarności", która twierdzi, że urzędnicy próbowali prywatyzować oświatę. Komisja międzyzakładowa związku złożyła skargę na taki tryb prowadzenia szkoły publicznej. Niestety, ze względów formalnych WSA uznał, że związek zawodowy nie jest uprawniony do występowania w tej sprawie. 19 maja 2015 Naczelny Sąd Administracyjny uznał jednak, że związek zawodowy pracowników oświaty ma interes prawny, więc uchylił wcześniejszy wyrok WSA w Gdańsku. Sprawa trafiła do ponownego rozpoznania do Gdańska.

Jakkolwiek urzędnicy są przekonani, że nie złamali prawa, to uzasadniając ustnie postanowienie sędzia powiedziała, że zdaniem sądu uznanie obiektu w pełni wyposażonej szkoły za lokal użytkowy nadający się na wynajem było sprzeczne z przepisami prawa. Sąd uznał, że swoboda z jaką działali urzędnicy była zbyt duża i doszło do zdecydowanie błędnej interpretacji pojęcia lokalu użytkowego, do definicji którego szkoła nie może być przypisana. Dodatkowo, w procesie przekazywania zarządzania szkołą podmiotowi prywatnemu zabrakło opinii związków zawodowych, których opinia o warunkach zatrudnienia nauczycieli w tej szkole jest negatywna.

Sprawą szkoły zajmowała się prokuratura, która została zawiadomiona o możliwości popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków. Działacze SLD i poseł PiS, którzy zawiadomili prokuraturę niestety nie mogli być zadowoleni z postawy śledczych, którzy nie dopatrzyli się złamania prawa i umorzyli śledztwo. 

Wsłuchując się w słowa ustnego uzasadnienia musimy jednak powiedzieć, że z dużą dozą prawdopodobieństwa prokuratura skupiła się na błędnych przesłankach, bo jak powiedział sąd kluczowe było to, że w tym przypadku doszło do swobodnej interpretacji pojęcia szkoła, którą urzędnik uznał za lokal użytkowy. Trzeba być urzędnikiem, by budynek dydaktyczny, salę gimnastyczną, boiska uznać za lokal użytkowy tak, jak dla przykładu budkę na bar z frytkami, czy lokal dla fryzjera. 

Dlaczego śledczym nie przyszło to do głowy. Przecież wydaje się to kompletnie pozbawione sensu, by obiekt mający tak specyficzną funkcję jak szkoła uznawać za lokal użytkowy. Logika takiego sposobu myślenia dowodzi chęci osiągnięcia jakiegoś celu, bo chyba nie braku wyobraźni. To wszystko ma przecież bardzo konkretny wymiar. Chodzi o "lokal użytkowy", który podatników kosztował około 36 milionów. Ta kwota jest chyba wystarczającym argumentem na to, by prokuratura solidniej zajęła się sprawą, by postawiła tamę swobodnej interpretacji prawa przez urzędników.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk