Rozmowy o prawie

Minister sobie, a funkcjonariusze sobie. Nadal stoją w ukryciu.

Dwa dni temu pisałam o deklaracjach ministra Zielińskiego w zakresie pełnienia służby na stanowisku stacjonarnym przez funkcjonariuszy służby ruchu drogowego. Wspominałam o tym, że zgodnie z rozporządzeniami Komendanta Głównego, służba ta ma być pełniona według określonych zasad. Jedną z nich jest to, by pojazd był widoczny.

Tylko dzisiaj widziałam dwa przypadki, w których pojazd policyjny nie był widoczny dla nadjeżdżających pojazdów. Raz, gdy jechałam do sądu, panowie ukryli się za ciężarówką stojącą swoją drogą niezgodnie z przepisami na parkingu, który nie został wyznaczony dla samochodów ciężarowych. Drugi raz, gdy wracałam, ukryli się za autokarem, który oczekiwał na turystów zwiedzających Stare Miasto.

To, że panowie chowali się za innymi pojazdami, to mały problem. Gorzej, że w przypadku ciężarówki pojazd policyjny stał na znaku poziomym P-21, co po ludzku znaczy - powierzchnia wyłączona z ruchu. Co ważne, panowie nie interweniowali w sytuacji zagrożenia życia, ale po prostu czekali na jelenia, który przyciśnie pedał gazu. W przypadku drugim, jeden z policjantów dokonał pomiaru radarowego pojazdu poruszającego się w grupie czterech pojazdów, a drugi wybiegł na jezdnię o trzech pasach ruchu, by zatrzymać pojazd znajdujący się na zewnętrznym pasie. Hamowanie, czerwony samochód z trudem omija funkcjonariusza, ten gna dalej i ściąga na bok kierowcę z Kętrzyna, który jechał zbyt szybko. Typowe stworzenie zagrożenia w ruchu drogowym przez nagłe wtargnięcie na jezdnię.

Dlaczego policjanci tak się zachowują? Dlaczego w pracy, która ma niewątpliwie sens uciekają się do działań, za które każdy z kierowców lub pieszych zostałby ukarany? Nigdy chyba tego nie zrozumiem.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk