Rozmowy o prawie

Lekceważymy zakazy wstępu nawet w miejsca, gdzie niecały miesiąc temu zginęli ludzie.

Nie minął jeszcze miesiąc od tragedii przy ujściu Wisły, gdy dwójka młodych ludzi zsunęła się z elementów hydrotechnicznych umacniających ujście rzeki do morza. Ich ciała odnaleziono dopiero kilka dni później przy użyciu specjalistycznego sprzętu. Zarządzający rzeką Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej zwiększył od tego czasu ilość znaków zakazujących wstępu na tak zwane kierownice, czyli betonowe pasy ułożone na brzegu rzeki u jej ujścia. Ich zadaniem jest kierunkowanie przesuwu spływającej kry i zapobieganie zatorom. Nie są to jednak miejsca spacerowe. 

Kierownice to nie typow nabrzeże, mają taki kształt, że można się z nich zsunąć do wody, która u ujścia rzeki ma całkiem wartki nurt. Szok termiczny, zachłyśnięcie lub skurcz mogą być przyczyną utonięcia.

Choć teren jest niestrzeżony i nie da się go skutecznie i w całości odgrodzić od reszty przestrzeni publicznej, to warto zwrócić uwagę na znaki i tablice informacyjne, które mówią, że przebywanie na obiekcie hydrotechnicznym jest niedozwolone, a niebezpieczeństwo jest realne. 

Jak donosi jednen z portali zajmujących się sprawami trójmiejskimi, wszelkie działania zabezpieczające są jednak mało skuteczne. Spacerowicze chodzą do ujścia Wisły tak, jak chodzili od lat. Tyle, że omijają zabezpieczenia i znaki ostrzegawcze. Czy trzeba wyslać w to miejsce policyjny patrol, który zadba o nałożenie mandatów na każdego z niesfornych spacerowiczów, czy może musi dojść do kolejnych wypadków, by spacerowicze zmienili zwyczaje?

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk