Rozmowy o prawie

Kulig za autem? To wielka nieodpowiedzialność i łamanie prawa. Nie róbcie tego!

Weekend miałam spędzić na Kaszubach, ale ze względu na pewne dolegliwości zdrowotne zostałam w domu. Ominęły mnie ciekawe wydarzenia w regionach, w które jeżdżę, ominął mnie kulig. Mam jednak nadzieję, że w przyszłym tygodniu nadrobię. Okazało się jednak, że nie straciłam kontaktu z zimą w pełnym tego słowa znaczeniu.

Kwadrans temu zadzwonił telefon. Peien klient, któremu prowadzę sprawy budowlane, pytał zdenerwowany, czy ma przyjmować mandat, bo został zatrzymany przez policjantów za to, że ciągnął za terenowym autem kilka sanek z dzieciakami znajomych, którzy przyjechali do niego na ognisko, kiełbaski i kulig. Mówił mi, że chodzi o mało uczęszczaną drogę na wsi.

Wiem, która to droga. Wiem też, że prawo o ruchu drogowym jest jednoznaczne.

Art. 60. 1. Zabrania się:
1) używania pojazdu w sposób zagrażający bezpieczeństwu osoby znajdującej się w pojeździe lub poza nim;
...
2. Zabrania się kierującemu:
...
4) ciągnięcia za pojazdem osoby na nartach, sankach, wrotkach lub innym podobnym urządzeniu;
...

Nie ma tu nic o wyłączeniu zakazu na bocznych drogach, czy na wsi. Ustawodawca doszedł do wniosku, że ze względów bezpieczeństwa należy zachować określone środki ostrożności. Jeżeli mamy inne zdanie na ten temat, to niestety trzeba liczyć się z mandatem.

Znajomemu musiałam też powiedzieć, że ma przeprowadzić rachunek sumienia jeżeli chodzi o punkty, bo za to bardzo niebezpieczne zachowanie grozi 5 punktów karnych. 

Znajomy rozłączył się i nie dzwoni. Sama na razie nie dzwonię, niech się tłumaczy, ale muszę powiedzieć, że każdy, kto przyczepia sanki do auta powinien stuknąć się w głowę. Po chwili śmiechu dziecko może wylądować pod kołami auta. Niekoniecznie z płaczem. Może się nie odzywać, bo będzie martwe.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk