Rozmowy o prawie

Komentowanie w sieci? Tak, ale merytoryczne, a nie chamskie. Znaj granice hejtu.

Znany i lubiany sędzia i rysownik, satyryk #ArkadiuszKrupa po raz kolejny przelał na papier to, co zobaczył #ŚlepymOkiemTemidy. Choć rysunek jest wieloznanczny, to jednak uwagę zwraca brak przejawów agresji, bezpośredniego deprecjonowania wartości osób wskazanych z imienia i nazwiska.

Dlaczego tak mnie to poruszyło. Są dwa powody.

Pierwszy, to ten, że przed południem występowałam przed sądem w sprawie pomówień, hejtu w sieci w stosunku do osoby wskazanej z imienia i nazwiska. Mimo, że autor był wcześniej bardzo bezkompromisowy, to udało mi się go przekonać, że proszę bardzo, niech się skarży do wszelkich możliwych instancji i instytucji na nieprawidłowości warsztatowe usługi, ale nie wolno mu obrażać mojego klienta pomówieniami, nie wolno narażać jego reputacji czymś, czego w żaden sposób nie można potwierdzić, bo chodziło wyłacznie o dotknięcie, o zadanie bólu. Finalnie, już po rozprawie przyszła wiadomość z przeprosinami, więc się cieszę, ale nie wszyscy potrafią sobie odpuścić, a sieć nie zna pojęcia wymazania wpisu, więc pewnego dnia hejter może otrzymać wezwanie do sądu w związku ze swoimi wpisami.

Drugi, to ten, że po konferencji PiS i zmianach w Trybunale Konstytucyjnym w sieci, w mediach pojawiła się cała masa postów i obrazów w większości przepełnionych zapiekłym hejtem. Nie będę, nie mam zamiaru komentować tego, kto był inicjatorem, kto dolewał oliwy do ognia. Wiem, że w przypadku wielu wpisów miałam poważny niesmak. Niesmak związany z bardzo niskim poziomem merytorycznym dyskusji, a właściwie walki, a także niesmak związany z tym, że w chwili, gdy brakowało argumentów, niemal natychmiast w głowach dyskutujcych uruchamiały się mechanizmy generujące obraźliwe wypowiedzi kierowane ad personam do oponentów politycznych.

Pamiętajcie! Sieć nie zapomina. Za słowa, które kogoś zabolały może przyjść zapłacić.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk