Rozmowy o prawie

Kiedyś nikt o tym nie chciał słyszeć, dzisiaj monitoringiem w szkołach zajmuje się NIK.

Czasy, w których dyrektorzy szkół byli przeciwni monitoringowi w szkole powołując się no ochronę wizerunku, brak zgody rodziców i temu podobne argumenty dawno odeszły do lamusa. Obecnie, w miarę możliwości finansowych lub wsparcia rodziców, buduje się systemy monitoringu wizyjnego w większości placówek oświatowych.

Fakt ten nie uszedł uwagi urzędników. Najwyższa Izba Kontroli postanowiła przygotować raport o monitoringu w szkołach. Okazuje się, że wbrew wcześniejszym obawom, funkcjonowanie monitoringu wizyjnego wpływało w badanym okresie zdecydowanie pozytywnie na poziom poczucia bezpieczeństwa zarówno uczniów, jak i pracowników kontrolowanych szkół.

Nie jest jednak tak pięknie, jakby to mogło wynikać z powyższego, bo w większości szkół nie zapewniano bieżącej obserwacji obrazu z kamer w trakcie przerw, gdy ryzyko wystąpienia niebezpiecznych zachowań, a w konsekwencji zdarzeń jest największe. W większości placówek nie opracowano też procedur powiadamiania o stwierdzonych incydentach.

Kontrolerzy NIK zwrócili uwagę, że niestety, mimo powszechnego stosowania monitoringu w szkołach, żadne przepisy prawa nie regulują zasad funkcjonowania systemów monitoringu w szkołach. Oczywistym jest to, że wielu rodziców entuzjastycznie podchodzi do funkcjonowania monitoringu dbając o bezpieczeństwo własnych dzieci, ale entuzjazm nie zastąpi sprawnych rozwiązań organizacyjnych w zakresie rozmieszczenia kamer, czasu zabezpieczania nagrań.

W trakcie przygotowywania raportu NIK skontrolowała 28 szkół publicznych i 14 organów samorządu. W latach poddanych badaniu, a więc 2010-2015 na terenie tych placówek oświatowych doszło do blisko tysiąca zdarzeń, z czego ponad połowa związana była z użyciem przemocy w relacjach między uczniami lub ze zniszczeniem mienia. Dyrektorzy kontrolowanych placówek deklarują, że do wyjaśnienia tych zdarzeń walnie przyczynił się system monitoringu.

Jako aktywny rodzic, zawsze byłam za przekazywaniem pieniędzy z funduszy Rady Rodziców na monitoring, a nie zastępowanie miasta w zakupach wyposażenia podstawowego szkoły. Występując na zebraniach przekonywałam, że wizerunki naszych dzieci nie są tak cenne, jak ich zdrowie i życie. Niestety, w tamtym czasie, w szkole podstawowej i gimnazjum, do których chodziły moje dzieci było na to za wcześnie. Monitoringu nie zamontowano mimo, że niektóre zdarzenia były wyraźnym wskazaniem do montażu takiego systemu, bo nie dało się ich wyjaśnić z racji występowania wyłącznie dowodów w postaci słowa przeciwko słowu.

Beata Nowakowska
Adwokat Gdańsk