Rozmowy o prawie

Jak łatwo dajemy się naciągać na zgodę na przesyłanie informacji handlowych...

Wiosenne porządki wokół domu ujawniły pilną potrzebę zakupu zaprawy, którą trzeba było wypełnić dziury wykopane przez kogoś, kto żyje pod kostką brukową w pobliżu naszego garażu. Pomyślałam, że to dobra okazja do zakupu kwiatków do ozdoby rejonu wejścia, więc wybrałam się z mężem do marketu budowlanego.

Kiedy staliśmy przy kasie, doszło do zdarzenia, które wyjaśniło mi, dlaczego tak łatwo dajemy się naciągać na zgodę na przesyłanie wiadomości handlowych, które w gruncie rzeczy głównie zaśmiecają pocztę.

Pan, który stał przed nami podał swoje zakupy do kasowania. Dziewczyna  w kasie zatrzepotała rzęsami i zapytała o kartę lojalnościową. Pan miał.
Kiedy zapisy karty wyświetliły się na ekranie, dziewczyna jeszcze raz zatrzepotała brwiami do inteligentnie wyglądającego klienta.
- A może chce pan podać adres mailowy, celem otrzymywania ofert? Dostanie pan za to 30 punktów. 
- O to miłe.
W tym momencie, mój złośliwy mąż powiedział - 30 punktów i 500 maili rocznie.
- Proszę, o to formularz. Proszę go wypełnić, gdy ja będę kasować zakupy.
Pan podaje formularz.
- Tu musi pan się podpisać. I tu. To standardowa procedura.
Pan bez zastanowienia się podpisuje. Bo każą, bo to standardowa procedura.
Czy pan wie na co się zgodził, co podpisał? Nie dostał wszak kopii. A może za chwilę zacznie dostawać maile od 50 partnerów marketu i czasu mu zacznie brakować na kasowanie tych maili.

Podpisujemy bez czytania. Bo to jest standardowy druk. Kiedyś podpiszemy na siebie wyrok. Proszę zastanawiajcie się zawsze nad tym, co dostajecie do podpisania. Nigdy, ale to nigdy nie zgadzajcie się na podpisanie dokumentu bez jego przeczytania. Jeżeli macie problem z analizą zapisów takiego dokumentu, nie podpisujcie, albo zapytajcie fachowca. Adwokat odpowie na wszelkie pytania i rozwieje wątpliwości.

Beata Nowakowska 

Adwokat Gdańsk