Rozmowy o prawie

"Hejt - to się w sieci nie mieści" - mam wrażenie, że z tym projektem powinno zapoznać się wiele osób.

Do ostatniego weekendu myślałam, że hejt to domena portali społecznościowych, na których zwolennicy różnych opcji politycznych obrażają się wzajemnie zapominając o kulturze i zasadach dobrego wychowania. Myślałam, że ortodoksyjne sformułowania wynikają z braku refleksji nad tym, co się właśnie komentuje, bo nie da się przecież uznać za normalne, by krytykować i obrażać dla samego krytykowania i obrażania, bez brania pod uwagę logicznych i rzeczowych argumentów.

Z wielkim zdziwieniem zobaczyłam, więc fragmenty szopki noworocznej pokazanej w publicznej telewizji. Nie rozumiem dlaczego za publiczne pieniądze, zbierane w formie opłat abonamentowych, zdecydowano się stworzyć program, który na nowo każde zdefiniować pojęcie dobrego smaku. Rozumiem, że telewizją kierują ludzie związani z partią rządzącą, ale nie jestem w stanie zrozumieć ataków personalnych na poprzednich prezydentów, czy ich rodzinę. Nie chcę komentować samej audycj, jej poziomu warsztatowego, bo nie jestem specjalistą od mediów, ale sądzę, że autorzy i zleceniodawcy powinni zweryfikować swoją wiedzę na temat hejtu. Powinni postarać się zrozumieć to pojęcie. Powinni zrozumieć, że słowa i obrazy, które zostały opublikowane pozostaną z nami na zawsze. Sieć ich nie zapomni. 

Ze swej definicji telewizja publiczna powinna być dla wszystkich Polaków. Nie tylko dla tych, którzy popierają obecną władzę. Publikowanie programów o skrajnie politycznym charakterze mija się z misją publicznej telewizji, która powinna być instytucją wysoce niezależną i obiektywną. Do takiej telewizji mamy prawo płacąc abonament.

Wszystkim, którzy pogubili się w interpretacji słowa hejt, wszystkim, którzy emocjnalnie komentują wydarzenia polityczne, proponuję zapoznanie się z filmem przygotowanym na potrzeby kampanii "Hejt - to się w sieci nie mieści". Co ciekawe film opublikowano krótko przed publikacją szopki noworocznej. 

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk