Rozmowy o prawie

Drogi przepełnione, ludzie jeżdżą niebezpiecznie. Nie chcecie doczekać świąt?

Wróciłam właśnie z Kaszub. Z rejonu pięknej miejscowości Chmielno wyjeżdżaliśmy z mężem około 17. Był to szczyt ruchu. W jedną i drugą stronę pędziły samochody. Pędziły mimo, że warunki znacznie się pogorszyły, padał deszcz, było ciemno w związku z silnym zachmurzeniem, wzmagał się wiatr.

Droga, którą jechałem była kręta. Mimo to, wielu kierowców za punkt honoru obrało sobie wyprzedzanie. Robili to bardzo niebezpiecznie. Narażali siebie i innych. Na końcu okazało się, że do Gdańska wjeżdżali zaledwie kilkadziesiąt metrów przed nami.

Pomijam, że ten styl jazdy, przekraczanie prędkości, wymuszanie hamowania przez jadących z przeciwka, bo inaczej mogło dojść do zderzenia czołowego, stanowiły jaskrawe naruszenia prawa o ruchu drogowym. Pomijam to, że Policja akcję związaną z wyjazdami na święta rozpocznie pewnie jutro. Ważne jest to, że ludzie ci mogli doprowadzić, że albo oni sami nie dojadą na święta, albo sprawią, że kilka rodzin będzie miało przy świątecznym stole puste miejsca.

Kiedy wjechałam do miasta, z konieczności, moja droga biegła przy zjeździe do jednego z centrów handlowych. To, co robili kierowcy, by szybciej dostać się na plac parkingowy przed marketem przekraczało zarówno zasady prawa o ruchu drogowym, ale i zasady zdrowego rozsądku. Po co? Czemu dla zakupów w markecie dajemy się sprowadzić do roli wariata drogowego.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk