Rozmowy o prawie

Dlaczego tak być musi? Fatalny sposób działania dyżurnej jednego z komisariatów.

Wczoraj, po raz kolejny, stawiłam się z klientką wezwaną do jednego z komisariatów. Po przedstawieniu dyżurnej wezwania, okazało się, że funkcjonariusz rano zadzwonił i powiedział, że nie przyjdzie do pracy. Dodatkowo dyżurna warknęła, że mam sobie zapisać telefon i dzwonić. Ani słowa przeprosin, ani słowa na temat ewentualnego odnotowania faktu stawiennictwa, by klientka nie poniosła konsekwencji.

Irytacja związana z kolejnym zmarnowanym dniem sprawiła, że nie dałam się zbyć byle czym. Poprosiłam o spotkanie z naczelnikiem wydziału lub komendantem. Pani naczelnik na szczęście okazała się osobą znacznie bardziej skłonną do współpracy niż dyżurna. Najpierw chciała komisyjnie otwierać szafę funkcjonariusza, ale później wpadła na pomysł, że jeżeli wiem o jakie czynności chodzi, to może moja klientka powie wszystko, co wie w sprawie, a protokół sporządzi zastępczo jedna z dzielnicowych.

Czemu tak być musi, że trzeba się domagać stanowczo prawa do poważnego traktowania. Dyżurny, który styka się jako pierwszy z osobami poszkodowanymi przestępstwem nie powinien, nie może okazywać zniecierpliwienia tym, że ktoś do niego przychodzi z problemem. Policjant siedzący na dyżurce jest wizytówką jednostki. Wizytówką, którą poznajemy w pierwszej kolejności. Jeżeli szefowie policji twierdzą, że misją formacji jest pomoc ludziom, to niech tak się dzieje na każdym z komisariatów. 

Kiedy wychodziłam po zakończonych czynnościach zobaczyłam siedzących dalej przed dyżurką panów, którzy już tam byli, gdy przyszłyśmy na komisariat. Jeden z nich został okradziony w bankomacie, a drugiemu ktoś zniszczył samochód. Trzecią godzinę czekali na to, by ktoś się nimi zajął. Mi się udało bardziej, ale mam doświadczenie w relacjach z policjantami. Petent bez tego doświadczenia musi cierpieć. A nie powinien.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk