Rozmowy o prawie

Deweloperzy z tolerancją 2%, a indywidualni inwestorzy rozliczani przez nadzór budowlany z milimetrów. Czy to sprawiedliwe?

Często pojawiają się u mnie klienci firm deweloperskich

prosząc o analizę umów. Robiąc to nie mogę się nadziwić temu, że ludzie podejmują ryzyko wejścia w umowę, która korzystna jest głównie dla dewelopera.

Jedną z rzeczy, która korzystna była dla dewelopera była tolerancja w zakresie powierzchni mieszkań. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznał, że klauzula taka jest niedozwolona, a związek deweloperów nie chciał się z tym zgodzić, więc ostatnie kilka lat trwał sądowy spór. Ostatecznie, po pięciu latach walki Polskiemu Związkowi Firm Deweloperskich udało się wygrać spór.

Na bazie opinii ekspertów z Politechniki Gdańskiej sąd uznał, że dopuszczalne są różnice między powierzchnią projektowaną i wybudowaną do 2%.

Ciekawe dla mnie jest to w kontekście szerszym niż umowy deweloperskie. Od kilku lat prowadzę w imieniu swoich klientów wojny z nadzorem budowlanym. Były przypadki, w których wydawano decyzję wskazującą na to, że inwestor dopuścił się samowoli budowlanej, bo nadzór stwierdził odchyłkę pomiarową w stosunku do projektu. Jak, więc zachowując ugruntowaną linię postępowań administracyjnych należy traktować dopuszczalność różnicy? Czy budowy firm deweloperskich są traktowane na specjalnych zasadach, a milimetrową dokładność egzekwuje się wyłącznie od indywidualnych inwestorów?

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk