Rozmowy o prawie

"Daj znak" - uczyli mnie tego w pierwszej klasie. Czy powrót do tego zwyczaju po latach jest uzasadniony?

Większość z nas pewnie pamięta, że jedną z pierwszych rzeczy, które uczono nas w szkole, była umiejętność poruszania się po ulicy. Chodziło o to, by w trakcie szkolnych wycieczek, dzieciaki podniesieniem ręki zwracały uwagę kierowców na to, że mają zamiar przekroczyć jezdnię.

W ubiegły piątek policjanci ze Śląska wraz z przedstawicielami Krajowego Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego zainicjowali akcję „Daj znak i przejdź bezpiecznie przez jezdnię”. Akcja ma na celu wdrożenie zwyczaju sygnalizowania kierowcom, że pieszy wchodzi na jezdnię.

Uważam, że to co dobre w przypadku dzieciaków, nie musi sprawdzić się w dorosłym życiu. W przypadku dzieciaków ma to zwrócić ich uwagę na to, że przed przejściem należy się zatrzymać i sprawdzić, czy możemy bezpiecznie wejść na przejście, ale w przypadku osób dorosłych sytuacja jest zupełnie inna. Każdy z nas ma pełną świadomość tego, że przechodząc przez jezdnie trzeba uważać, ale tego nie robią, bo ważniejszy jest tablet, telefon, czy też moda każąca zakładać na głowę wielki kaptur. Jeżeli wchodząc na jezdnię nawet nie podnosimy głowy znad telefonu, to czy podniesiemy rękę, która przecież zapewnia obecność w wirtualnym świecie...

Organizatorzy akcji podali nieco danych statystycznych. Wynika z nich, że w latach 2004–2014, na polskich drogach doszło do blisko 149 tys. wypadków z udziałem pieszych. Liczba ofiar sięgnęłą ponad 140 tys. osób, a ponad 18 tys. osób zginęło na skutek wypadków. Jest to jedna z najgorszych statystyk w Europie.

Choć każda inicjatywa poprawy bezpieczeństwa jest cenna, to jestem przekonana, że pracownicy Krajowego Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego powinni zmienić nieco optykę działania. Powinni dopuścić do siebie myśl, że nie tylko kierowca może być winny stworzenia niebezpiecznej sytuacji. Może to być pieszy zapatrzony w ekran telefonu. Powinni dopuścić do siebie myśl, że przechodzień nie wtargnie gwałtwonie na jezdnię, bo ma głowę na karku i jej używa. Kierowcy mają prawo tego oczekiwać.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk