Rozmowy o prawie

Czekałam na ten tekst w poczytnej gazecie. To niewątpliwie dobry sygnał o ruchu rowerów.

W jednym ze swoich artykułów znana i popularna Rzeczpospolita napisała - "Ów osobnik przecież dostał swoje prawa na drodze i może stanowczo się o nie upomnieć, jeżeli tylko jego terytorium zostało naruszone. Tak więc władze miasta mają dla mnie w ofercie codzienny kilkuminutowy marsz pełen obaw i potencjalnych nieprzyjemności. Wiem, że tak trzeba, że ekologia, że rower jest politycznie poprawny, a brak ścieżki rowerowej w mieście to wyraz obciachu i zacofania miejskich władz. Pytanie tylko, czy dając rowerzystom tak rozległe prawa, zrównując ich praktycznie z kierującymi samochodami na drodze i zgadzając się na bardzo bliskie obcowanie z ruchem pieszych, nałożono na nich podstawowe obowiązki, takie jak znajomość zasad ruchu drogowego (o zasadach współżycia nie wspomnę, gdyż to moim zdaniem kwestia wychowania), i zadbano o ich egzekwowanie."

Kilka razy podnosiłam temat niezgodnych z prawem zachowań rowerzystów, którzy bezwzględnie wykorzystują fakt promowania tego sposobu poruszania się po miastach. Za każdym razem doświadczyłam krytycznych komentarzy osób, które z roweru korzystają co dnia. 

Wracając do tekstu na rp.pl podkreślam, że mamy problem. Władze miast, gmin stawiają na ekologiczne sposoby komunikacji. Stawiają na ruch rowerowy i komunikację miejską. Pół biedy, gdy chodzi o komunikację miejską. Gorzej, gdy chodzi o ruch rowerów. Niezależnie od tego, że ścieżki rowerowe budowane są często tak, jak gdyby autor projektu był uczniem zerówki pozbawionym doświadczenia życiowego. Fakt, że ścieżki rowerowe przecinają ulice w taki sposób, że kierowcy najczęściej nie widzą, czy ktoś dojeżdża do skrzyżowania, a także, to, że przed skrzyżowaniami nie ma technicznych urządzeń mających na celu zmniejszenie prędkości rowerzystów, jest poważnym problemem.

Nie mniejszym problemem jest to, że rowerzyści nie znają, lub nie stosują się z premedytacją do zasad ruchu drogowego. Z czego to wynika? A no z tego, że policjanci sporadycznie prowadzą kontrole na ścieżkach rowerowych. Nie eliminują zachowań patologicznych, zagrażających bezpieczeństwu pieszych i kierujących pojazdami. Nie robią tego, bo medialna nagonka wariatów robi wyłącznie z kierujących autami.

Myślę, że każdy miał do czynienia z wykroczeniami popełnianymi przez rowerzystów. Czy to najczęstszym wykroczeniu w postaci jazdy po chodniku (50 zł mandatu) czy przejeździe przez przejście dla pieszych (100 zł), ale również nieudzielenie pierwszeństwa pieszemu, nieprawidłowe skręcanie lub nieodpowiedzialna jazda po niewłaściwej stronie drogi czy też lekceważenie znaków i sygnałów na drodze (nawet 500 zł mandatu). 

Problemem jest to, że żadna ze służb nie egzekwuje prawa w tym zakresie. Ani nadgorliwa w zakresie ruchu drogowego straż miejska, ani policjanci. Strażników interweniujących w sprawie ruchu rowerzystów nigdy nie widziałam, natomiast policjantów widziałam wyłącznie w trakcie masowej kontroli trzeźwości rowerzystów. Bzdura. Jeden patrol ustawiony na chodniku ulicy przy mojej kancelarii zarobi tysiące dla budżetu państwa. Nie ma bowiem dnia, by mimo, że tuż obok jest ścieżka rowerowa, po chodniku nie pędziłby rowerzysta, który następnie wpada na przejście dla pieszych i jeszcze ma pretensje o to, że ktoś na niego trąbi.

Pamiętam, że gdy byłam dzieckiem, to poważnym wyzwaniem było uzyskanie karty rowerowej. Na moim osiedlu było miasteczko ruchu drogowego. Któregoś dnia przyszedł do niego milicjant, który bardzo surowo sprawdzał, czy dzieciaki potrafią stosować się do zasad ruchu rowerów. Co ważne, każdy z nas miał stracha, że jeżeli zatrzyma go patrol milicji, to w razie braku karty rowerowej będą problemy i pasek ojca na tyłku.

Dziś tego nie ma. Dziś jest przede wszystkim promocja ruchu rowerów. Dziś rowerzyści są najczęściej traktowani jak święte krowy w Indiach. Sejm, który tak łatwo grzebie w Prawie o ruchu drogowym, który kocha rowerzystów, powinien zapisać w tym prawie obowiązek posiadania uprawnień do jazdy rowerem, a co najmniej przejścia kursu dla rowerzystów. Rowerzystom korona z głowy nie spadnie, a piesi i kierowcy będą bezpieczniejsi.

Wszystko to, co napisałam powyżej nie dotyczy oczywiście odpowiedzialnych rowerzystów.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk