Rozmowy o prawie

Czego oczekujemy od policjantów na drogach? Jednoznacznych sygnałów i logicznego działania.

W ramach promowania marki znanej firmy ubezpieczeniowej, dzisiejsze przedpołudnie w Gdańsku stało pod znakiem blokad ruchu, które miały na celu przepuszczenie uczestników maratonu organizowanego pod szyldem tej firmy.

Nie potępiam ludzi, którzy zdecydowali się biec. To fajna sprawa. Gdybym też lubiła biegać, pewnie bym pobiegła. Ale dzisiaj miałam pewne zobowiązania, które sprawiły, że zamiast myśleć o biegu, musiałam pojechać w kilka miejsc w mieście.

Nieszczęśliwie mieszkam w dzielnicy, w której rejonie takie imprezy się rozpoczynają. Wyjeżdżając z dzielnicy natrafiłam więc na potężny korek pojazdów oczekujących na chwilę, gdy będzie zielone światło, a nie będzie biegł żaden maratończyk. Na środku skrzyżowania stał radiowóz, o jego ścianę oparty funkcjonariusz zażywający kąpieli słonecznej. A na skrzyżowaniu nikogo w białej czapce. Czy tak trudno stanąć na ulicy i ułatwić kierowcom przejazd przez trasę maratonu? 

Na tym skrzyżowaniu widziałam samochód, którego zdezorientowany kierowca, który nie znalazł znaków wskazujących drogi objazdów, pytał policjanta zapewne o sposób dojechania do celu. Policjant sprawę rozwiązał tak, jak mnie to kilka razy spotkało, gwizdkiem i gestami przegonił kierowcę. Niech się martwi sam. A czemu tylko on (policjant) ma mieć zepsutą niedzielę.

Dwie godziny później, będąc w kolejnym miejscu, które miałam odwiedzić, po usłyszeniu policyjnych gwizdków popatrzyłam przez okno, by zobaczyć kompletny rozgardiasz na skrzyżowaniu, które jest jednym z ważniejszych dla dzielnicy, w której wtedy byłam, a jednocześnie było fragmentem trasy maratonu. Sygnały dawane przez funkcjonariuszy były na tyle mało jednoznaczne, że doszło do straszliwego skomplikowania sytuacji na skrzyżowaniu, a w konsekwencji jego blokady na kilka minut.

Kiedy przyjechałam do domu, syn opowiedział mi o sytuacji, którą widział wracając do domu z zawodów sportowych. Na tym samym skrzyżowaniu, które dekorował opalający sie policjant, doszło do sytuacji, w której policjantka z WRD dawała tak niejednoznaczne sygnały, że kierowcy zachowywali się wbrew jej oczekiwaniom, bo nie mogli zrozumieć, w jakim celu gwiżdże i macha rękoma. Jeden z nich ruszył do przodu po jakimś niejednoznacznym sygnale, co skończyło się tym, że pani pobiegła za nim i waląc rękoma w karoserię przekazała kolejne oczekiwania w zakresie zachowań kierowcy.

Wiem, że policjanci ruchu drogowego mają bardzo jednoznaczne instrukcje odnośnie kierowania ruchem. Widziałam, że fakt dodatkowej służby ich męczył, nie skłaniał do najlepszej pracy. I tu chcę powiedzieć, że jako kierowca i podatnik mam prawo do bezpiecznego poruszania się po drogach użytkowanych w sposób szczególny, a maraton jest takim szczególnym sposobem wykorzystywania drogi. Mam prawo do tego, by policjanci znajdujący się na takiej drodze w pełni angażowali się w służbę na posterunku, który im powierzono, by jednoznacznie dawali sygnały, które nie zdezorganizują ruchu, a na pewno, by dbali o bezpieczeństwo.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk