Rozmowy o prawie

Bezradność wobec przepisu i służb miejskich.

Na mojej ulicy rosną dwie wierzby. Trzecią wywieziono interwencyjnie po jednym z wiatrów we wrześniu. Wierzby są rozrośnięte, bo nie były nigdy pielęgnowane. W efekcie wysokie na około 10 metrów drzewo stoi przechylone nad ulicą zagrażając uszkodzeniem pojazdów i płotu (głównie mojego sąsiada). 

Mieszkam około 200 metrów od brzegu morskiego, więc przy sztormie wiatr daje się nam we znaki. Z wierzb lecą połamane gałęzie. Kiedy widzimy zagrożenie zgłaszamy to służbom miejskim, ale za każdym razem kończy się na wycięciu wyłącznie złamanej gałęzi. Nigdy nie udało się namówić pracowników przyjeżdżających po zgłoszeniu, by ucięli kilka gałęzi więcej i odciążyli przechyloną nad ulicę koronę. 

Zrezygnowani relacjami z wykonawcami cięć postanowiliśmy zgłosić się do odpowiedniej osoby w miejskiej zieleni. Byliśmy przekonani, że mamy prawo do poważnego traktowania zagrożenia, które odczuwamy, bo wierzby stoją na terenie miejskim, w pasie drogowym, więc to miasto zarządzając tym terenem powinno zagrożenie usunąć. Miła rozmowa telefoniczna potwierdzona mailem do odpowiedniego działu, przesłanie dla ułatwienia zdjęć niestety nie przyniosło spodziewanych efektów.

W zeszły piątek interweniowaliśmy telefonicznie. Miły pan powiedział, że nie ma kolegi, a on nie zna sprawy, ale ma nadzieję, że nic przez weekend nie spadnie. Nie przejął się tym, że w połowie zeszłego tygodnia spadła gałąź o długości około 3 metrów. Wczoraj po raz kolejny dzwoniliśmy, a miły pan powiedział, że mają dużo pracy. Ale pewnie do końca dnia, albo do końca tygodnia zlikwidują zagrożenie. Szkoda, że nie wziął pod uwagę ostrzeżenia meteorologicznego o silnych wiatrach.

Dziś, gdy otworzyłam drzwi, zobaczyłam, że ulica ponownie jest zasłana gałęziami. Może nie tak dużymi jak ostatnio, ale nie oznacza to, że następna nie będzie większa.

W tym miejscu refleksja. Mam prawo czuć się bezpieczna, mam prawo oczekiwać, że służby miejskie zlikwidują zagrożenie. Jednocześnie nie mam prawa sama zainterweniować. Musiałabym mieć zgodę. A zgodę wydają ci, którzy deklarują, że problem usuną. I koło się zamyka. Jesteśmy bezradni wobec żywiołu i urzędników.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk