Rozmowy o prawie

Bar ze Słupska wygrał z fiskusem batalię o pieniądze z dotacji.

Wszyscy na pewno pamiętamy sprawę baru mlecznego w Słupsku, którego pracownicy solili twarożek, przyprawiali zupy pieprzem, czy też smażyli jajecznicę na boczku. W związku z tym, że doszło do łączenia produktów znajdujących się na liście produktów dotowanych z produktami spoza listy, Izba Skarbowa zażądała zwrotu ponad miliona złotych dotacji z budżetu państwa. 

Sprawa trafiła do sądku, który okazał się działać ze zdrowym rozsądkiem i uznał, że dodawanie pieprzu do zupy nie jest przestępstwem, a więc w konkluzji stwierdził, że bar nie musi oddawać pieniędzy fiskusowi. Ze względu na to, że Ministerstwo Finansów nie odwołało się od wyroku, jest on, jak donosi TVN24 już prawomocny. 

Za kuriozalne uznać należy to, że ten sam bar był kontrolowany wcześniej i urzędnikom dodawanie pieprzu do zupy nie przeszkadzało. Jest to przecież całkowicie naturalne, że potrawy należy doprawić. Zmiana nastawienia urzędników przyszła nagle, w 2012 roku, kiedy urzędnicy stwierdzili, że nie można łączyć dotowanych produktów, jak jajka, twaróg, mleko, mąka z przyprawami i mięsem, na które dotacji nie ma. Mniejsza o to, że z produktów dotowanych nie da się skomponować dania nie tylko smacznego, ale zgodnego z technologią gastronomiczną. 

Wiem, rozumiem, że może urzędnicy postępowali w zgodzie z jakimś rozporządzeniem, ale z drugiej strony muszę powiedzieć, że to nikt inny, jak urzędnicy treść takiego rozporządzenia przygotowali. W sytuacjach, gdy do stworzenia rozsądnego aktu prawnego wymagana jest wiedza fachowa wykraczająca poza umiejętność tworzenia przepisów warto skorzystać z wiedzy osób posiadających taką wiedzę i doświadczenie. Gdyby przy tworzeniu takiego rozporządzeniu poproszono o konsultację technologa żywności, dziś nie byłoby tematu pieprzu w zupie. Gdyby tworząc rozporządzenie o zdrowej żywności w szkołach zrobiono podobnie, dziś nie byłoby walki o drożdżówki.

Beata Nowakowska

Adwokat Gdańsk